Nie odkryję Ameryki pisząc, że język to przede wszystkim narzędzie, które musi być skuteczne, użyteczne i… ekonomiczne. Kalki językowe wynikają przede wszystkim z oszczędności (czasu, energii). Tak tak, szczególnie w środowisku korporacyjnym usłyszymy ich całe mnóstwo. Ale nie tylko.
Tę skuteczność i ekonomiczność weryfikuje użycie kalk czy zapożyczeń w praktyce. Bo o ile każdy już raczej przywykł do słowa „deadline”, o tyle „forwardowanie” wiadomości dla niektórych brzmi nienaturalnie sztucznie. Co więcej, kalkujemy coraz częściej w komunikacji pozakorporacyjnej. Jak myślisz, jakie konsekwencje niesie takie zjawisko? Czy mamy się czego obawiać?
Ekonomia języka? Okej. A co powiecie na:
wziąć autobus (od: take a bus)
zrobiło mi dzień (od: made my day)
na koniec dnia (od: at the end of the day)
taski (zamiast zadań)
Co byście dodali do tej listy?
W porządku, po polsku w większości przypadków kalki językowe to kwestia estetyki/stylu, stosunku do języka itp. Jeśli natomiast kalkujemy, na przykład, z polskiego na angielski, wówczas możemy wpaść w pułapkę, którą sami na siebie zastawiliśmy. Przykłady?
dzwonić do kogoś – call to somebody
w przyszłym roku – in the next year
grać na pianinie – play on the piano
poprosić o – please ask for
To jak, kto jest #teamkalki a kto #teampurysta? Osobiście, nie przepadam za kalkami, ale uważam, że najlepiej jest chyba znaleźć w tym złoty środek. Używać, ale nie nadużywać.




0 komentarzy